piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział 2 - " Łowcy "

* 9 dni później *

Jestem tu zaledwie kilka dni, a czuje się jakbym żyła tu od zawsze. Tak zwani "strażnicy", czyli osoby sprawujące ochronę nad tą wioską codziennie mnie przesłuchują i pytają czy coś sobie przypomniałam. Moja odpowiedź brzmi: "NIE". Nic nie pamiętam, tylko jakieś urywki wspomnień, które nie mają ładu i składu. aktualnie mieszkam z bratem. Jakoś nadal nie mogę sobie wyobrazić, że mam jakąś bliską mi osobę, ale nadal traktuję go jak... obcego. "Obca", "Nowa". Tak mnie nazywają mieszkańcy tego miasteczka. Może mnie kiedyś zaakceptują.
Obudziłam się dziś rano i wyszłam na spacer po wąskich alejkach wioski. Doszłam do "granicy", czyli miejsca gdzie jest podzielony świat.
Świat ogólnie dzieli się na dwie części: Królestwo Heton, które stworzył król Heton I, i Królestwo Miramare, którym dowodziła księżniczka Miramaris. Oba te królestwa toczyły ze sobą wojny o terytoria, aż księżniczka zagarnęła wschodnią część świata, a król Heton zachodnią, lecz pomiędzy nimi jest jeszcze Wolne Imperium, które zostało uznane za obszar, w którym żyją demony. Ludzie byli tak zaciekawieni, że zaczęli wyruszać na tamten obszar. Natrafiali na różne dziwne rzeczy i doznali dziwnych doświadczeń, ale niestety nikt nie wrócił żywy. W związku z tymi wydarzeniami księżniczka Miramaris, tuż przed swoją śmiercią zleciła wybudowanie murów, które miały zapobiegać wtargnięć wroga. Założyła też Wydział Specjalny, który miał obowiązek badać Wolne Imperium i bronić królestwo przed złem. Stworzyli 3 oddziały: "Mundurowi"- zajmowali się obroną wewnętrzną i ochroną monarchy. "Strażnicy" - bronili miasto pod murami. "Łowcy" - oddział pracujący w terenie, który zajmuje się badaniem Wolnego Imperium, a także chwytaniem demonów do celów naukowych i nie tylko... Aktualnie nad Miramare władzę sprawuje książę Krystian IV. Za to nad Heton'em  król Bernard III Heton.
Stałam na granicy i patrzyłam daleko przed siebie. Nagle w oddali zobaczyłam zarysy postaci. Zmrużyłam oczy, żeby się przejrzeć.
- Łowcy! - krzyknął chłopiec wybiegając przede mnie. - Łowcy wracają!
Po chwili wokół nas zgromadziło się mnóstwo ludzi. Wybiegłam przed chłopca. W mojej głowie pojawił się wycinek wspomnień. Złapałam się za głowę i ukucnęłam.
- Mira! - krzyknął Lucas i stanął przy mnie.
- Odsuń się od niej! - usłyszałam stanowczy głos Strażnika Den'a.
- A-ale... Mira jest...
- Nie dyskutuj! - Luc posłusznie odsunął się ode mnie.
- Co się stało? - spytał Den.
Wstałam i spojrzałam przed siebie.
- Kolejne urywki wspomnień, lecz tym razem mają jakiś sens.
- To znaczy?
- Byłam tu kiedyś, byłam w tym miejscu. - odpowiedziałam stanowczo.
- Dobrze. Po przyjęciu Łowców do wioski złożysz zeznania. - powiedział i poklepał mnie po ramieniu.
- Jasne.
Łowcy już tu są. Kurz uniósł się, a po chwili opadł, a przed nami pokazali się żołnierze na koniach. Ich aura była przerażająca, ale nie wiem czemu, mi znana. Nie byłam przestraszona, tylko szczęśliwa. Z czego ja sie cieszę?
Jeden z Łowców zsiadł z konia i podszedł do pułkownika Den'a.
- Dobrze Cię widzieć towarzyszu! - Den zasalutował.
- Ja również! - Łowca też zasalutował.
- Ile strat?
- 12 martwych i 34 rannych.
- Strażnicy! Przynieście nosze.
- Tak jest!
- Mira!
- Hę? - czyżby Pułkownik mnie potrzebował?
- Zaprowadź wszystkich rannych mogących chodzić do Matt'a.
- Dobrze.
Podeszłam do Den'a. Łowca popatrzył na mnie podejrzanym wzrokiem.
- Kim jesteś? - spytał. -  Nigdy cię tu nie widziałem.
- Mira... A ty?
- Jestem Patrick. Główny dowódca Oddziału Łowców. - wyciągnął rękę w moją stronę. Odskoczyłam w tył. Co on chciał zrobić?!
- Zostaw ją, Patrick. - wtrącił Den zasłaniając mnie. - Wiele przeszła.
- Dobra, nie ma problemu. - odpowiedział.
- Idź Mira. - rozkazał.
- Ok.
Zabrałam wszystkich żołnierzy, którzy mogli chodzić o własnych siłach i ruszyłam w stronę wąskich uliczek. Szli za mną w ciszy i spokoju. Mijałam bardziej zaludnione miejsca, aż w końcu doszliśmy do szpitala, który prowadzi mój brat.
- Poczekajcie tu na mnie. Zaraz wrócę. - chciałam odejść, lecz nagle ktos chwycił mnie za nadgarstek. Odwróciłam się. Był to młody mężczyzna, wyglądał na chłopaka w moim wieku.
- Nie idź, nie zastawiaj nas. - mruknął.
- Ranyyy! Znowu marudzisz, Erik? - jęknął znudzonym głosem brunet. - Puść ją.
- Nie! - zaprotestował.
Brunet podszedł do niego i chwycił go za ramiona.
- Erik, chodź. Nie sprawiaj dziewczynie problemów.
- To nic. - powiedziałam łapiąc Eric'a za rękę. - Możecie iść ze mną. - zadowolona zaprowadziłam ich do holu, gdzie pacjenci czekają na pomoc lekarza.
Smutne. Z 34 ludzi rannych, tylko 17 może chodzić. Wszyscy są młodzi. Wyglądają na 16 - 19 lat. Ciekawa jestem co dokładnie robią ci Łowcy. Jak łapią demony? Jak z nimi walczą? Co badają? Po 30 minutach siedzenia na korytarzu wszyscy byli zbadani i opatrzeni. Co się stanie z pozostałymi Łowcami? Wyszłam przed szpital i rozejrzałam się wokół. Nikogo.
- Jeżeli chcesz się z kimś zobaczyć, to później. - wtrącił jakiś mężczyzna stojący w cieniu. - Piękna jesteś. - dodał.
- O co Ci chodzi? - oburzyłam się.
- Masz nadzwyczajną urodę. - zbliżył się do mnie. - Rzadko kiedy znajdzie się taka kobieta jak ty. - przesunął palcami po moim policzku.
- Co masz na myśli? - warknęłam wyrywając się.
- Mam na myśli to, że w 55% jesteś demonem. - objął mnie mocno.
- Cedrick, co robisz? - krzyknął Erik wychodząc ze szpitala. Chłopak puścił mnie i odsunął się ode mnie.
Zamarłam. Byłam tak zszokowana, że nie mogłam się ruszyć. Popatrzyłam na swoje dłonie. Nie wiem co myśleć. Brać to na poważnie, czy pozostać w przekonaniu, że to żart? Nagle w przebłysku wspomnień pojawiło sie cos dziwnego. Poczułam ukłucie w sercu i upadłam na ziemię. Zobaczyłam przed sobą jakąś dziewczynę spowitą we krwi i ciemności, która umiera... w samotności i zapomnieniu po postrzale w pierś.
Zemdlała.





niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział 1 - "Imię"

Mam na imię Mira. Tylko to wiem. Obudziłam się na środku pustkowia, na którym leżą ludzkie zwłoki. Zamiast trawy jest sucha gleba umazana krwią.

 Wstałam i spojrzałam na ubranie i dłonie. Są całe we krwi. Po środku klatki piersiowej mam podłużną cientą ranę. Spojrzałam w górę. Niebo jest czerwone. Czyżby ono też krwawiło?
- Gdzie ja jestem?- mruczałam jak obłąkana. Zrobiłam obrót dookoła własnej osi i ruszyłam przed siebie w stronę wschodzącego słońca omijając zwłoki.
Maszeruję już dłuższy czas. Pustkowie powoli z mijanymi kilometrami zamienia się w zieloną łąkę. Słońce jest wysoko. Nagle na horyzoncie pojawia się zarys jakiejś cywilizacji. Są to niskie zabudowania wykonane z drewna. Za budynkami stał wielki mur. Gdy jestem tuż pod brzegami miasta zatrzymuje mnie dwójka mężczyzn.
- Kim jesteś? Co Ci się stało?- dopytywali.
- Ale jest blada.- powiedział dobrze zbudowany mężczyzna. Zmierzył mnie wzrokiem. - Zabierzcie ją do lekarza.
- Tak jest!- odpowiedzieli chórkiem. Zbliżyli się do mnie, a ja cofnęłam się zakrywając rękoma klatkę piersiową. Boję się... Nie ufam im.
- Spokojnie.. Nic ci nie zrobimy- uspokajali mnie. Chcieli mnie chwycić za nadgarstki, lecz ja cofnęłam się jeszcze bardziej. Dzieliło nas 5 metrów. Nim się spostrzegłam grupka ludzi zebrała się żeby zobaczyć co się stało. Z tłumu wychylił się chudy, czarnowłosy chłopak. Zamienił parę zdań z napakowanym kolesiem i podszedł do tych dwóch kolesi, którzy stali przede mną. Po chwili tamci dwaj cofnęli się, a ten czarnowłosy został.
- Jestem Lucas, w skrócie Luc, a ty?
- Jestem Mira.- odpowiedziałam i opuściłam ręce wzdłuż tali. Czuję się jakoś bezpieczniej. Wygląda na miłego i sympatycznego.
- Super, więc Mira jakbyś mogła nam lub chociaż mi zaufać to moglibyśmy ci pomóc.
- Ale w czym?- spytałam, bo nie rozumiem o co im chodzi.- Zdrowa jestem, nic mi nie jest.- mówiłam z wyrzutem. Zrobiłam kolejne kroki w tył.
- Spójrz na swoją pierś. Nie jest w porządku. Masz głęboką ranę.- podszedł do mnie i położył rękę na moje ramię.- Nie wiem skąd jesteś i co tam się stało, ale pozwól sobie pomóc.
- Dobrze, ale możesz mnie puścić.- zgodziłam się, choć nie wiedziałam- dlaczego?
- Dobrze- puścił mnie.- To chodź!- uśmiechnął się i ruszył w stronę wioski. Poszłam za nim. Wkroczyłam razem z nim pomiędzy zabudowania. Każdy patrzył na mnie. Ich wzrok mnie przerażał. Kuli w moim sercu przekonanie, że jestem inna i nie pasuje do nich. Za mną szli pozostali koledzy Luci. Nagle zatrzymaliśmy się przy małym domku. Lucas zapukał do środka. Za drzwi wyłonił się brązowowłosy mężczyzna z zarostem. Popatrzył na mnie i wytrzeszczył gałki.
- Szybko!- krzyknął wciągnął mnie do środka i zatrzasnął drzwi. Przyszpilił mnie do ściany i spojrzał mi w oczy. - Co ty tu robisz, Mira?- spytał.
Zaraz.
- Skąd znasz moje imię?- odepchnęłam go od siebie.
- Nie udawaj głupiej. Znamy się od dziecka. - warknął.
- Ale ja naprawdę NIC nie pamiętam!!! Kim pan jest?!- zaprotestowałam.
- Naprawdę mnie nie poznajesz?- spytał przerażony.
- Nie.- odpowiedziałam z uciskiem na sercu. Czemu mi tak ciężko? Czemu mówię te słowa z takim ciężarem?- Kim jesteś?
- Jestem twoim bratem.
- Niemożliwe.- patrzyłam na niego. Starałam sobie coś przypomnieć, ale nic z tego. Ani fragmentu.- Przepraszam...- łzy spływały mi po policzkach.- Nic nie pamiętam! Przepraszam!- upadłam na kolana i zakryłam dłońmi twarz.
- Ćśśś...Już dobrze- przytulił mnie.- Najważniejsze, że wróciłaś.
Co te słowa oznaczały? Gdzie byłam? Skąd wróciłam?

__________---__________


 Mira