Mam na imię Mira. Tylko to wiem. Obudziłam się na środku pustkowia, na którym leżą ludzkie zwłoki. Zamiast trawy jest sucha gleba umazana krwią.
Wstałam i spojrzałam na ubranie i dłonie. Są całe we krwi. Po środku klatki piersiowej mam podłużną cientą ranę. Spojrzałam w górę. Niebo jest czerwone. Czyżby ono też krwawiło?
- Gdzie ja jestem?- mruczałam jak obłąkana. Zrobiłam obrót dookoła własnej osi i ruszyłam przed siebie w stronę wschodzącego słońca omijając zwłoki.
Maszeruję już dłuższy czas. Pustkowie powoli z mijanymi kilometrami zamienia się w zieloną łąkę. Słońce jest wysoko. Nagle na horyzoncie pojawia się zarys jakiejś cywilizacji. Są to niskie zabudowania wykonane z drewna. Za budynkami stał wielki mur. Gdy jestem tuż pod brzegami miasta zatrzymuje mnie dwójka mężczyzn.
- Kim jesteś? Co Ci się stało?- dopytywali.
- Ale jest blada.- powiedział dobrze zbudowany mężczyzna. Zmierzył mnie wzrokiem. - Zabierzcie ją do lekarza.
- Tak jest!- odpowiedzieli chórkiem. Zbliżyli się do mnie, a ja cofnęłam się zakrywając rękoma klatkę piersiową. Boję się... Nie ufam im.
- Spokojnie.. Nic ci nie zrobimy- uspokajali mnie. Chcieli mnie chwycić za nadgarstki, lecz ja cofnęłam się jeszcze bardziej. Dzieliło nas 5 metrów. Nim się spostrzegłam grupka ludzi zebrała się żeby zobaczyć co się stało. Z tłumu wychylił się chudy, czarnowłosy chłopak. Zamienił parę zdań z napakowanym kolesiem i podszedł do tych dwóch kolesi, którzy stali przede mną. Po chwili tamci dwaj cofnęli się, a ten czarnowłosy został.
- Jestem Lucas, w skrócie Luc, a ty?
- Jestem Mira.- odpowiedziałam i opuściłam ręce wzdłuż tali. Czuję się jakoś bezpieczniej. Wygląda na miłego i sympatycznego.
- Super, więc Mira jakbyś mogła nam lub chociaż mi zaufać to moglibyśmy ci pomóc.
- Ale w czym?- spytałam, bo nie rozumiem o co im chodzi.- Zdrowa jestem, nic mi nie jest.- mówiłam z wyrzutem. Zrobiłam kolejne kroki w tył.
- Spójrz na swoją pierś. Nie jest w porządku. Masz głęboką ranę.- podszedł do mnie i położył rękę na moje ramię.- Nie wiem skąd jesteś i co tam się stało, ale pozwól sobie pomóc.
- Dobrze, ale możesz mnie puścić.- zgodziłam się, choć nie wiedziałam- dlaczego?
- Dobrze- puścił mnie.- To chodź!- uśmiechnął się i ruszył w stronę wioski. Poszłam za nim. Wkroczyłam razem z nim pomiędzy zabudowania. Każdy patrzył na mnie. Ich wzrok mnie przerażał. Kuli w moim sercu przekonanie, że jestem inna i nie pasuje do nich. Za mną szli pozostali koledzy Luci. Nagle zatrzymaliśmy się przy małym domku. Lucas zapukał do środka. Za drzwi wyłonił się brązowowłosy mężczyzna z zarostem. Popatrzył na mnie i wytrzeszczył gałki.
- Szybko!- krzyknął wciągnął mnie do środka i zatrzasnął drzwi. Przyszpilił mnie do ściany i spojrzał mi w oczy. - Co ty tu robisz, Mira?- spytał.
Zaraz.
- Skąd znasz moje imię?- odepchnęłam go od siebie.
- Nie udawaj głupiej. Znamy się od dziecka. - warknął.
- Ale ja naprawdę NIC nie pamiętam!!! Kim pan jest?!- zaprotestowałam.
- Naprawdę mnie nie poznajesz?- spytał przerażony.
- Nie.- odpowiedziałam z uciskiem na sercu. Czemu mi tak ciężko? Czemu mówię te słowa z takim ciężarem?- Kim jesteś?
- Jestem twoim bratem.
- Niemożliwe.- patrzyłam na niego. Starałam sobie coś przypomnieć, ale nic z tego. Ani fragmentu.- Przepraszam...- łzy spływały mi po policzkach.- Nic nie pamiętam! Przepraszam!- upadłam na kolana i zakryłam dłońmi twarz.
- Ćśśś...Już dobrze- przytulił mnie.- Najważniejsze, że wróciłaś.
Co te słowa oznaczały? Gdzie byłam? Skąd wróciłam?
Wstałam i spojrzałam na ubranie i dłonie. Są całe we krwi. Po środku klatki piersiowej mam podłużną cientą ranę. Spojrzałam w górę. Niebo jest czerwone. Czyżby ono też krwawiło?
- Gdzie ja jestem?- mruczałam jak obłąkana. Zrobiłam obrót dookoła własnej osi i ruszyłam przed siebie w stronę wschodzącego słońca omijając zwłoki.
Maszeruję już dłuższy czas. Pustkowie powoli z mijanymi kilometrami zamienia się w zieloną łąkę. Słońce jest wysoko. Nagle na horyzoncie pojawia się zarys jakiejś cywilizacji. Są to niskie zabudowania wykonane z drewna. Za budynkami stał wielki mur. Gdy jestem tuż pod brzegami miasta zatrzymuje mnie dwójka mężczyzn.
- Kim jesteś? Co Ci się stało?- dopytywali.
- Ale jest blada.- powiedział dobrze zbudowany mężczyzna. Zmierzył mnie wzrokiem. - Zabierzcie ją do lekarza.
- Tak jest!- odpowiedzieli chórkiem. Zbliżyli się do mnie, a ja cofnęłam się zakrywając rękoma klatkę piersiową. Boję się... Nie ufam im.
- Spokojnie.. Nic ci nie zrobimy- uspokajali mnie. Chcieli mnie chwycić za nadgarstki, lecz ja cofnęłam się jeszcze bardziej. Dzieliło nas 5 metrów. Nim się spostrzegłam grupka ludzi zebrała się żeby zobaczyć co się stało. Z tłumu wychylił się chudy, czarnowłosy chłopak. Zamienił parę zdań z napakowanym kolesiem i podszedł do tych dwóch kolesi, którzy stali przede mną. Po chwili tamci dwaj cofnęli się, a ten czarnowłosy został.
- Jestem Lucas, w skrócie Luc, a ty?
- Jestem Mira.- odpowiedziałam i opuściłam ręce wzdłuż tali. Czuję się jakoś bezpieczniej. Wygląda na miłego i sympatycznego.
- Super, więc Mira jakbyś mogła nam lub chociaż mi zaufać to moglibyśmy ci pomóc.
- Ale w czym?- spytałam, bo nie rozumiem o co im chodzi.- Zdrowa jestem, nic mi nie jest.- mówiłam z wyrzutem. Zrobiłam kolejne kroki w tył.
- Spójrz na swoją pierś. Nie jest w porządku. Masz głęboką ranę.- podszedł do mnie i położył rękę na moje ramię.- Nie wiem skąd jesteś i co tam się stało, ale pozwól sobie pomóc.
- Dobrze, ale możesz mnie puścić.- zgodziłam się, choć nie wiedziałam- dlaczego?
- Dobrze- puścił mnie.- To chodź!- uśmiechnął się i ruszył w stronę wioski. Poszłam za nim. Wkroczyłam razem z nim pomiędzy zabudowania. Każdy patrzył na mnie. Ich wzrok mnie przerażał. Kuli w moim sercu przekonanie, że jestem inna i nie pasuje do nich. Za mną szli pozostali koledzy Luci. Nagle zatrzymaliśmy się przy małym domku. Lucas zapukał do środka. Za drzwi wyłonił się brązowowłosy mężczyzna z zarostem. Popatrzył na mnie i wytrzeszczył gałki.
- Szybko!- krzyknął wciągnął mnie do środka i zatrzasnął drzwi. Przyszpilił mnie do ściany i spojrzał mi w oczy. - Co ty tu robisz, Mira?- spytał.
Zaraz.
- Skąd znasz moje imię?- odepchnęłam go od siebie.
- Nie udawaj głupiej. Znamy się od dziecka. - warknął.
- Ale ja naprawdę NIC nie pamiętam!!! Kim pan jest?!- zaprotestowałam.
- Naprawdę mnie nie poznajesz?- spytał przerażony.
- Nie.- odpowiedziałam z uciskiem na sercu. Czemu mi tak ciężko? Czemu mówię te słowa z takim ciężarem?- Kim jesteś?
- Jestem twoim bratem.
- Niemożliwe.- patrzyłam na niego. Starałam sobie coś przypomnieć, ale nic z tego. Ani fragmentu.- Przepraszam...- łzy spływały mi po policzkach.- Nic nie pamiętam! Przepraszam!- upadłam na kolana i zakryłam dłońmi twarz.
- Ćśśś...Już dobrze- przytulił mnie.- Najważniejsze, że wróciłaś.
Co te słowa oznaczały? Gdzie byłam? Skąd wróciłam?
__________---__________
Mira

